Aneta Pondo » Blog Archive » Marka czy serce? Marka czy serce? – Aneta Pondo
18 lipca 2016archiwum, artykuly / wywiadyAneta Pondo 1 Komentarzy

– Jestem jak magnes. Niektórych przyciągam, innych odpycham – powiedziała Ilona Felicjańska w czasie spotkania Klubu Miasta Kobiet. – Są osoby, które wystąpienie razem ze mną traktują jako zaszczyt, a są takie, które obawiają się, że w moim tworzystwie popsułyby sobie… własną markę – dodała.

Bardzo dobrze pamiętam pierwszą rozmowę z Iloną. Przez telefon. Był koniec 2011 roku. Potrzebowałam jej wypowiedzi do „Miasta Kobiet” na temat kampanii „Zdrowy nawyk, zdrowe piersi” organizowanej przez Revitalash. W rozmowie Ilona wspomniała o swoim uzależnieniu. Pamiętam, jak wstrzymałam oddech, sama nie zadałabym jej tego pytania. Zresztą kontekst naszej rozmowy był inny, Ilona wywołała temat sama. Nie wiedziałam, że odstawiła wtedy (po raz kolejny) alkohol. Tym razem skutecznie, bo nie pije od 1 września 2011 roku. Słuchałam Ilony i wiedziałam, że muszę zrobić z nią wywiad. I zrobiłam. Najpierw wywiad, a potem wywiad-rzekę.

Wiosną 2012 roku Ilona po raz pierwszy pojawiła się na okładce „Miasta Kobiet”. Z naszego wywiadu zapamiętałam najbardziej jej głód ojca, którego nie poznała. A także jej skromność, wrażliwość, brak jakiegokolwiek pozerstwa.

Wiosną 2013 ukazała się nasza wspólna książka wywiad-rzeka „Ilona Felicjańska. Cała prawda o…” Napisanie jej zaproponowało Ilonie wydawnictwo Harper Collins. Ilona z kolei zasugerowała wydawnictwu, że ja mogłabym być współautorką.
Mieszkam w Krakowie, nie czytam pudelków, nie wiedziałam, jak zaszufladkowana jest Ilona, dlatego podeszłam do niej jak do czystej karty. Dopiero w trakcie pracy nad książką odkrywałam, co to znaczy żyć z etykietami, co to jest hejt, jak różni się odbiór medialny od tego kim człowiek jest naprawdę. Od znajomych słyszałam pytania: Jaka ta Ilona jest naprawdę? Czy ona koniecznie musi… to, to i to (i tu cały zestaw rzeczy – wyczytanych, wypatrzonych, wyinterpretowanych)?

Ilona Felicjańska

Ilona Felicjańska i Aneta Pondo, sesja do książki „Ilona Felicjańska. Cała prawda o…” Fot. Arcadius Mauritz

I.ona Felicjańska, Aneta Pondo

Ilona Felicjańska i Aneta Pondo, sesja do książki „Ilona Felicjańska. Cała prawda o…” Fot. Arcadius Mauritz

Ilona Felicjańska, Aneta Pondo

Ilona Felicjańska i Aneta Pondo, sesja do książki „Ilona Felicjańska. Cała prawda o…” Fot. Arcadius Mauritz

Mam w spadku po tej książce wiele przeżyć, łącznie z szukaniem ojca Ilony (nie znalazłam, ale odnalazłam jego mamę, czyli babcię Ilony, i dowiedziałam się, że Ilona ma rodzeństwo przyrodnie) i polowaniem (skutecznym) na paparazziego Przemka Stoppę, który zniszczył Ilonie wizerunek sprzedając „Super Expressowi” ich prywatne zdjęcia z sypialni.
Kiedy po premierze książki po raz kolejny dawałam Ilonę na okładkę „Miasta Kobiet”, w dodatku nagą, w płatkach róży, usłyszałam: „Nie boisz się że stracisz Czytelniczki? A co z Twoim wizerunkiem?” Kiedy na fb Miasta Kobiet pochwaliliśmy się, że właśnie zaczyna się konferencja związana z premierą książki, ubyło nam kilkunastu fanów, a ktoś nawet wprost napisał, że się zawiódł na nas, że promujemy „takie” osoby. Nie wiem, czy coś straciłam, i nie zaprzątam sobie tym głowy. Wiem, co zyskałam.

Przy Ilonie, jak przy nikim innym, nauczyłam się, żeby nie oceniać. Nie musiałam rozumieć wszystkiego, co robi. Nie musiałam się z tym identyfikować. Nie miałam nawet takiego prawa. To jej życie. Ja mam swoje. Za to – podkreślę to raz jeszcze – nauczyłam się, żeby nie oceniać, a także, żeby nie dawać wiary temu, co słyszę na temat innych osób. Wiele osób spotykając Ilonę face to face doznaje wstrząsu, jak zupełnie różni się od wizerunku, który gdzieś, kiedyś, przy jakiejś okazji przyczepił się im do głowy i w niej pozostał.

Mam ogromny szacunek dla Ilony, a przez nią, dla każdego, kto pokonał demona uzależnienia. Zrozumiałam, że uzależnienie to wierzchołek góry. Widzimy tylko ten wierzchołek, a nie dostrzegamy tego, co jest pod nim. A tam jest prawdziwa przyczyna uzależnienia, ogromna czarna dziura, wymagająca zapełnienia, przetransforomowania, nieustannej pracy.

Cała prawda o Ilona Felicjańska

Konferencja prasowa z premiery książki „Ilona Felicjańska. Cała prawa o..” Fot. materiały prasowe

Felicjańska, Pondo

Konferencja prasowa z premiery książki „Ilona Felicjańska. Cała prawa o..” Fot. materiały prasowe

Wiosną 2014 ukazała się książka Ilony „Jak być niezniszczalną. O uzależnieniu, depresji, przemocy”(wyd. Burda Książki), którą pomogłam jej zredagować. A niedawno, wiosną 2016 roku, także z moim redaktorskim piętnem, „Znalazłam klucz do szczęścia”.
Wkrótce minie prawie 5 lat znajomości z Iloną i mojej obecności w jej procesie zmian, w jej transformacji. Obserwuję, jak Ilona spotyka kolejnych mistrzów na swojej drodze i jak po jakimś czasie przerasta ich i idzie dalej, szuka następnych.

Największą, najbardziej dostrzegalną zmianą jaka się w Ilonie dokonała między pierwszą a ostatnią książką, jest moim zdaniem wyjście z roli ofiary. W „Ilona Felicjańska. Cała prawda o…” sporo było o ludziach, którzy ją „skrzywdzili”, do których ma żal. W najnowszej książce nie ma nazwisk. Yossarian, który ją porzucił, występuje jedynie zdawkowo jako Y., a projektant Maciek Muszyński, który zakończył z nią wieloletnią współpracę mało elegancko („mało elegancko” to naprawdę bardzo duży eufemizm) za pośrednictwem komunikatu na fb, to w książce  M. Ilona pisze o nich krótko, faktograficznie, bez pretensji, z akceptacją tego, co się między nimi zadziało. Gdyby to było pięć lat temu, napisałaby na pewno inaczej.

„Jak być niezniszczalną” i „Znalazłam klucz do szczęścia”

„Jak być niezniszczalną” i „Znalazłam klucz do szczęścia”

W czasie spotkania Klubu Miasta Kobiet (14 lipca 2016, Kraków, Metaforma Cafe) Ilona była… sobą. Mówiła o akceptacji, miłości do siebie, o wdzięczności za uzależnienie i o szczęściu. Przyciągała. Jak magnes. A ci, z którymi zetknęłaby się biegunem o tym samym ładunku i odepchnęła, na spotkanie po prostu nie przyszli.
Pozostając jeszcze przy tej „magnesowej” metaforze… „Miasto Kobiet” zaproponowało pewnej osobie partnerstwo, z którym wiązałoby się wystąpienie na spotkaniu Klubu MK przed Iloną. Otrzymaliśmy w odpowiedzi mail, że ponieważ ta osoba zajmuje się na co dzień kreowaniem wizerunku i budowaniem marki, nie chciałaby, aby jej nazwisko pojawiło się w kontekście naszego gościa. Przyjęłam to bez emocji i bez oceny. Dedykuję tej osobie końcówkę wstępniaka, który napisałam do tego numeru „Miasta Kobiet”:

„Za chwilę kolejne spotkanie Klubu Miasta Kobiet – jubileuszowe, dziesiąte. I kolejna odważna kobieta, Ilona Felicjańska, która doznała uzależnienia, przemocy, depresji. Jednak najgorszym doświadczeniem, z którym musiała się zmierzyć, była ocena przez innych. I niekoniecznie nawet z tym najprymitywniejszym hejtem, ale z opiniami „porządnych” ludzi, którzy rościli sobie prawo do oceniania, czy nie za często się pokazuje na imprezach, w co się ubiera, czy nie jest zbyt ekshibicjonistyczna w swoich książkach. A dziś Ilona mówi o szczęściu. Zanim ocenicie – pomyślcie, ile to wymaga odwagi, żeby po upadku podnieść się i powiedzieć: tak, kiedyś piłam, tak, robiłam rzeczy, których się wstydzę, i tak – mam odwagę mówić, że jestem szczęśliwa. ”

Życzę naszemu niedoszłemu partnerowi więcej odwagi. Ja o swoją markę się nie boję. Wolę stracić reputację, a zachować serce.

Ilona Felicjańska i Aneta Pondo

Ilona Felicjańska i Aneta Pondo w czasie spotkania Klubu Miasta Kobiet. Fot. Barbara Bogacka

Ilona Felicjańska i Aneta Pondo

Ilona Felicjańska i Aneta Pondo w czasie spotkania Klubu Miasta Kobiet. Fot. Barbara Bogacka

Ilona Felicjańska i Aneta Pondo

Ilona Felicjańska i Aneta Pondo w czasie spotkania Klubu Miasta Kobiet. Fot. Barbara Bogacka

Follow me!

'Jedna odpowiedź to “Marka czy serce?”'
  1. Agnes 52 pisze:

    Obserwuję panią Ilonę od lat już chyba dziesięciu, przez większość tego czasu irytowała mnie strasznie i wydawała się (przepraszam za to) strasznie głupia, napuszona, pchająca się za wszelką cenę na ścianki, z parciem na aparat, itd. Nie pamiętam kiedy po raz pierwszy spojrzałam na nią innym wzrokiem, chyba po przeczytaniu wywiadu-rzeki z nią, chociaż, nie, wtedy też mnie wkurzała, że naiwna, że ciągle skarży się na innych. No więc nie wiem, kiedy, ale faktem jest, ze coś się przełamało, a spotkanie z nią ostatnio na imprezie Miasta Kobiet sprawiło, że to ja poczułam, że jestem głupia… i jest mi strasznie wstyd, że takie osądy o niej wydawałam w ogóle jej nie znając Przepraszam pani Ilono z całego serca.

Napisz komentarz