Aneta Pondo » Blog Archive » Czy można kupić VOGUE bez okładki? Czy można kupić VOGUE bez okładki? – Aneta Pondo
14 lutego 2018artykuly / wywiadyAneta Pondo 0 Komentarzy

Trzeba mieć jaja, żeby zrobić taką okładkę, powiedziała koleżanka z redakcji.

Oj, trzeba! I twórcy pierwszej okładki „Vogue’a” je mają, nie tylko w sensie przenośnym – redaktorem naczelnym polskiej edycji jest Filip Niedenthal (wcześniej redaktor naczelny polskiej wersji magazynu „Esquire”, syn słynnego fotografa Chrisa Niedenthala), a autorem zdjęć Juergen Teller, znany z zamiłowania do niedoskonałości i aparatów analogowych.

Nie mogłam się jej doczekać, jak pewnie wszyscy w branży mediów. Dopytywałam znajomą dziennikarkę pracującą w „Vogue”, no powiedz, powiedz, kto będzie na okładce, ale Marta nie puściła pary z ust. I wreszcie dziś, dzień przed premierą, wiadomo. Małgosia Bela, Anja Rubik, czarna wołga i pałac kultury. W Internecie zawrzało. W dziesięć godzin po opublikowaniu okładki, na fb prawie tysiąc komentarzy i tyle samo udostępnień.

Dziewięćdziesiąt procent komentarzy to ból, smutek i rozczarowanie:

Szaro, buro i ponuro / Tragedia / Boże jakie to jest słabe, jak nie pasuje / Ktoś powinien za to beknąć.

Kadr z przekrzywionym pałacem kultury nie daje ludziom spokoju (czy oni naprawdę serio myślą, że pałac kultury jest krzywy, bo fotografowi poszło coś nie tak?):

Czy ten krzywy pałac jest zamierzony? / Pomysł może nie był zły, ale niestety zdjęcie jest krzywe / Gosia i Anja wyszły przepiękne i ta okładka im się należała, ale ten krzywy pałac w tle, to jakaś porażka fotografa. Umiecie fotoszopować dosłownie wszystko, a nie umiecie wyprostować PKiN, tym bardziej, że jest to pierwsza polska okładka?

Razi odwołanie do symboli z czasów PRL-u:

Mam pytanie, to jest polski vogue czy radziecki bo się pogubiłam…/ Rosyjski falliczny Pałac i rosyjska Wołga na okładce Vogue? Wrzucić taką okładkę 1 numeru najbardziej wyczekiwanego pisma modowego, narodowi, najbardziej zakompleksionemu – to nie kontrowersja – to niezły żart.

Surowość i chropawość zdjęcia rodzi porównania Juergena Tallera do Grażyn i Januszy fotografii:

Czy to był profesjonalny fotograf? Ja jako amator wstydziłabym się tego zdjęcia / Takie zdjęcie zrobi każdy kto weźmie po raz pierwszy aparat do ręki

Kilka osób jest przekonanych, że to prowokacja:

No dobry fake z tą koszmarną okładką, a kiedy pokażecie prawdziwą? / Prowokacja bardzo udana, okładka chujowa.

Ktoś rozpaczliwie dopytuje:

Czy można kupić bez okładki? / Będą dodawać prezenty do prenumeraty?

A ja nie mogę się od tej okładki oderwać oczu. I zazdroszczę redakcji „Vouge’a” odwagi pójścia pod prąd. Bo było wiadomo, że będą krytykować. Tak jest inna od estetyki polskich okładek, gdzie z każdej uśmiecha się tak samo wyfotoszopowana gwiazda i broń boże, żeby nie była zbyt stara, bo to będzie nieestetyczne. Okładka „Vouge’a” ma tyle warstw, że rozpakowywanie ich ekscytuje jak czekanie na niespodziankę. Jest poezją dotykającą tego, czego nie da się wyrazić prozą. Rano lecę po „Vouge’a”. A tutaj zacytuję najlepszą analizę tego cacka, autorstwa Elizy Luty, która projektuje okładki dla „Miasta Kobiet” i jest tak genialna, że byłaby gotowa podobną okładkę zaproponować dla „Miasta Kobiet”, ale ja – w imię poprawności estetycznej – na pewno bym ją (niestety) odrzuciła, żeby nie narazić się na hejt i niezrozumienie.

Eliza Luty o pierwszej okładce polskiej edycji „Vouge”:

Dla mnie mistrzostwo! O tej okładce już jest głośno, a będzie jeszcze głośniej. Nie wiem jak dla Was, ale motyw z wołgą miażdży system. I niech się pocałują w tyłek ci wszyscy malkontenci, którym okładka się nie podoba, bo „nie nasza”. Jak ma być nasza skoro POLSKI już od dawna nie ma

Pierwsza okładka jest bardzo ważna, to nie jest jakaś kolejna. Pierwsza jest pierwsza i zdarza się tylko raz, kolejne już nie będą takie ważne. A do tego to jest pierwsza okładka VOGUE, a nie jakiejś gali czy tiny. Tu wszystko ma znaczenie, każdy pixel. Moda była i jest dialogiem z rzeczywistością. I to co widzę, to jest, proszę Państwa, najbardziej polska okładka jaką w życiu widziałam. Szaro, buro, smutno, depresyjnie, żadnych widoków, żadnych kolorków. To widzisz na pierwszy rzut oka i to jest to, czego nie chcesz widzieć w kolorowych magazynach. Kolorowe magazyny mają ci sprzedać kolorowe bajeczki, a nie prawdę. Sama po takie sięgam, gdy mam dość prawdy. A prawda w Polsce jest szara i bura i skrzywiona. Taka jak widzisz. Taka jakiej nie chcesz. No i dobra… teraz uklęknij i zrób zdjęcie tej prawdy w perspektywie żabiej. I BAM! Pierwszy plan miażdży drugi. I wtedy widzisz dwie silne, nietuzinkowe kobiety w czerni, które patrzą na ciebie z góry, władczym, lekko zblazowanym spojrzeniem. Polska. Krzywa, depresyjna rzeczywistość, zimno i w tym wszystkim my. Kobiety w czerni. Wystylizowane, kobiety w czerni.

Kim jest kobieta w czerni to już nie będę się rozpisywać, bo tak można by bez końca analizować tę okładkę…

Ja absolutnie jestem zachwycona każdym poziomem tego projektu. I jutro popędzę do sklepu, żeby ją mieć. Bo ja w tej smutnej, zakłamanej Polsce, chcę stać wielka i dumna jak Rubik i Bela. I mieć w d…pie, że zimno. Tak, polski Vogue mi coś obiecał tą okładką…

 

vouge

Follow me!

Napisz komentarz