Aneta Pondo » Blog Archive » Stały rytm czy głębokie zanurzenie, czyli strategie pisarskie Stały rytm czy głębokie zanurzenie, czyli strategie pisarskie – Aneta Pondo
2 czerwca 2020Dobrze pisaćAneta Pondo 0 Komentarzy

„Ogarnę bieżące rzeczy do wtorku i zabieram się za książkę”, powtarzam sobie czasem w weekend. Ale mija wtorek, potem środa, a za nią czwartek i piątek, i okazuje się, że bieżących spraw nie ubyło. W kolejny weekend powtarzam mantrę „Ogarnę bieżące rzeczy do wtorku i zabieram się za książkę”. Zaraz, zaraz, czy przypadkiem dziś nie jest wtorek?

Prowadzę firmę od 16 lat, bieżączka jest jak niekończąca się biegunka. Nie znam takich okresów, aby nie było nic do zrobienia. Nie kojarzę ani jednego takiego dnia, gdy zamykałam za sobą drzwi biura w przekonaniu, że jestem z zadaniami na bieżąco. Dlatego już dawno przestałam się łudzić, że „ogarnięcie bieżących spraw” jest sposobem na wygospodarowanie czasu na pisanie książki.
Podam Wam co działa w moim przypadku. Są dwie drogi:

1) Głębokie zanurzenie, czyli całkowite odizolowanie się (tak napisałam w 5 tygodni, w kwarantannie, książkę ghostwriterską dla klientki) i potem rozpaczliwe prostowanie ścieżek, czyli nadrabianie tego, co się posypało (zapewniam wam, zawsze się sypie mniej, niż się przewiduje w czarnych scenariuszach). Głębokie zanurzenie jest opcją dla ekstremalnie zdeterminowanych, gdy pętla deadlinu zaciska się na szyi w sposób nieuchronny
2) Stały rytm, czyli wygospodarowanie codziennie czasu na pisanie, pomimo innych zajęć, których teoretycznie nie da się ograniczyć. Czyli zahamowanie biegunki, przepraszam, bieżączki, i utrzymanie tych przerw, a nawet stopniowe rozciąganie ich, aż do zakończenia zadania.

Poprzednią książkę napisałam wg zasady 1, teraz zamierzam zastosować zasadę 2. I od razu ważna uwaga, nie da się tego zrobić, jeśli zaplanujemy, że ten wygospodarowany czas będzie czasem po załatwieniu spraw zawodowych albo czasem wieczornym. U mnie to nie działa. Jedynym możliwym sposobem (przynajmniej obecnie, bo przecież może się on zmienić, każdą książkę pisałam według nieco innej techniki organizacji czasu) jest ROZPOCZĘCIE DNIA OD PISANIA.
Ustaliłam ze sobą, że ponieważ napisanie książki jest w tej chwili moim PRIORYTETEM, więc rano nie otwieram skrzynki pocztowej, nie otwieram też facebooka i instagrama (ok, czasem się… złamię), tylko pyk, włączam komputer i przez dwie godziny lecę z pisaniem. Dwie godziny to mało, ale wiem, że stopniowo zacznie mi się ten czas rozpychać, gdy wejdę mocniej w projekt i złapię rytm, a dzięki takiemu niewielkiemu odcinkowi mój mózg nie szaleje ze strachu, że nie zdążę z innymi rzeczami.

Co więcej, przy tym układzie pracy, całą resztę zadań muszę jakoś ścisnąć w mniejszym odcinku czasowym, co oznacza, że: mniej będę scrolowała media społecznościowe; oddeleguję nawet to, co się wydawało, że już się nie da; asertywnie będę odmawiała nowym projektom, spotkaniom, rozmowom; będę wykonywała pozostałe zadania w większym skupieniu.

Podsumujemy. W moim przypadku na rzecz napisania książki działa korzystnie:
1) Bardzo precyzyjne ustalenie deadlinu
2) Poinformowanie kogo się da, że piszę, a najlepiej deklaracja publiczna i zobowiązanie się, że będę zdawała relacje z etapów pisania
3) Ustawienie pisania jako priorytetu
4) Ustalenie, że skoro jest to priorytet, od niego zaczynam dzień

Jak się ma mój mail do rzeczywistości?
Dzisiaj jest dzień pierwszy pracy według tego systemu. Więc…
Pisałam przez 1.45 minut książkę
Pisałam przez 45 minut ten tekst o tym jak pisałam książkę.

Proporcje na razie taka sobie. A zanim ten tekst zamieszczę na blogu, przygotuję do niego zdjęcie, a potem dam o nim znać w social mediach, minie kolejna godzina. Ale… pisanie o pisaniu jest częścią strategii informacyjnej, a jednocześnie promocyjnej, bo mam od razu z tyłu głowy, że będę chciała te książkę sprzedaż. Więc przyjmuję, że to też jest ważny element powstawania książki, i że potrzebny jest na to czas.

Czy zawsze tak dokładnie liczę, ile co mi zajmuje czasu? Nie zawsze, ale staram się, a w moim przypadku jest to dość proste, bo korzystam z aplikacji Worktime, i to ona sama mi liczy, ja jedynie jednym kliknięciem zatrzymuję lub zmieniam zadania.

A co w ogóle piszę? W tej chwili pracuję nad książką: „Dobrze pisać: wywiad”, która w największym skrócie będzie poradnikiem, jak dobrze robić wywiady.

Follow me!

Napisz komentarz