Ewa Goral urodziła się, żeby malować. Z pracowni daje się wyciągnąć tylko wtedy, gdy musi zaprojektować i przygotować do druku kolejny numer „Miasta Kobiet”, czyli raz na dwa miesiące. Nieprzeciętnie utalentowana, miała odwagę rzucić ASP, gdy tylko uznała, że zbyt ograniczała jej kreatywność. Ciekawe czy sny ma tak samo kolorowe jak obrazy, które maluje.

Jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch obrazów Ewy. Jeden wisi w redakcji „Miasta Kobiet”, wielkoformatowy, zajmuje całą ścianę korytarza, drugi jest ozdobą domu. Okrągłe obrazy Ewy z najnowszego cyklu „Organic” wyjechały we wrześniu do Londynu na wystawę w UNIT24 GALLERY i nie wiadomo czy wrócą. Raczej nie. Według mnie szybko trafią do domów anglosaskich kolekcjonerów. W Polsce ostanie się tylko kilka tych, które tak jak mój, zostały zakupione przed wystawą, plus dwa zakwalifikowane do II etapu 41. Biennale Malarstwa „Bielska Jesień 2013” (to kolejny sukces Ewy z ostatnich miesięcy).

ewa goral
Obraz Ewy Goral Symbiosis 2, z serii Organic. Na co dzień wisi u mnie na ścianie, ale na trawniku, jak widać, też się nieźle komponuje (fot. E. Goral)

Jest jeszcze jeden obraz Ewy, który od dziś mogę mieć zawsze przy sobie, bo mam go na… torbie. A właściwie fragment obrazu, akurat tego, który zachwycił kuratorów Bielskiej Jesieni. Torbę uszył Maciek Muszyński, super wrażliwy facet, który projektuje co chce i jak chce, nie patrząc na trendy i gusty ogółu. Historia tej torby jest nieco zawiła, a palce w jej powstaniu maczała Ilona Felicjańska. W telegraficznym skrócie (teraz należałoby chyba już mówić „w esemesowym skrócie”, bo kto pamięta, co to był telegraf): Ilona dostała ode mnie na urodziny obraz Ewy (też okrągły, ale małego formatu) i podsunęła Maćkowi myśl, że motywy z obrazów świetnie nadawałyby się na jego torby, które projektuje pod marką MIMA Bags. Minęło kilka miesięcy, zdążyłam już zapomnieć o pomyśle, a tu Maciek mi donosi, że ma dla mnie torbę. Zawsze chciałam mieć torbę od Maćka, bo to co robi jest oryginalne, unikatowe i pozwala się wyróżnić z tłumu. W serii eko MIMA Maciek wykorzystuje grafiki z recyklingu, a w najnowszej serii ART Jasinski for MIMA grafiki Dominika Jasińskiego, które zamieniają torby w dzieła sztuki. Moja torba to też dzieło sztuki, a przy tym jest wygodna i praktyczna. Obawiam się tylko, że będę musiała z Ewą nosić ją na zmianę, bo to w końcu jej obraz.

MIMA Bags
Torba zaprojektowana przez Maćka Muszyńskiego (MIMA Bags) z fragmentem obrazu Ewy Goral. Unikatowy egzemplarz, tylko dla mnie:), fot. MIMA Bags

O Maćku napiszę więcej parę słów więcej jutro, dziś jeszcze Ewie, która powtarza mi raz po raz, i ubolewa nad tym, że nie ma w Polsce mody na kupowanie sztuki. Nie chodzi o dzieła za kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy, na które stać nielicznych kolekcjonerów, ale o obrazy młodych artystów za kilkaset złotych, do kilku tysięcy. To może wynikać z przekonania (mylnego), że nie stać nas na dzieło sztuki, tymczasem okazuje się, że jest ono w zasięgu ręki, czyli naszych zarobków. Kolejne ograniczenie to brak wiedzy, doświadczenia, rozeznania czy jakiegokolwiek punktu odniesienia, co warto kupić, gdzie i za ile. W szkołach nie ma takiego przedmiotu jak historia sztuki, a do muzeów i galerii chodzi może jeden procent społeczeństwa. Nie ma też powszechnej świadomości (nie mówiąc o modzie na to), że lepiej mieć oryginalne dzieło sztuki na ścianie, niż powielany w milionach kopii obrazek z IKEA. A jak będziemy mieć trochę szczęścia to dzieło początkującego artysty może za kilka lat okazać się najbardziej trafioną życiową inwestycją.

Życzę więc Ewie sukcesów, co jest życzeniem w pewnej mierze egoistycznym, bo wtedy zyskałaby wartość jej obrazów, które są w moich rękach. A wy kupujcie obrazy Ewy Goral, dopóki was jeszcze stać na nie, bo jak osiągną sasnalowe ceny, będzie za późno.

ewa goral
Ewa Goral (to ta brunetka po lewej) w Londynie, w czasie wernisażu jej obrazów z cyklu Organic (fot. ewagoral.com)