Aneta Pondo » Blog Archive » Dwie najskuteczniejsze metody na napisanie książki Dwie najskuteczniejsze metody na napisanie książki – Aneta Pondo
22 sierpnia 2019polecaneAneta Pondo 1 Komentarzy

Koniec rozczulania, pogadajmy o konkretach (uprzedzam, że konkrety będą na końcu).

Książka na serio, ja – niekoniecznie

Bardzo zarezonował z Wami mój post na fb o zakończeniu Drogi Artysty.
Napisałam:

Przerobiłam Drogę Artysty z przeświadczeniem, że muszę zacząć ją… od początku. W chwili szczerości ze sobą przy ostatnim rozdziale odkryłam, że nie do końca serio ją potraktowałam.

To znaczy, owszem potraktowałam ją BARDZO SERIO, pamiętam te emocje z początku, gdy poczułam, że wracam do domu – do źródeł kreatywności, do najprawdziwszej prawdy, czym ona jest, ale… jednocześnie chciałam zrobić to samo, co ciągle próbuję zrobić moim życiem, upchnąć w nie jeszcze więcej. Czyli szukałam w Drodze Artysty sposobu, jak to zrobić, żeby prowadząc Biznes I Fundację pełną parą, być jednocześnie Artystą. Jak to zrobić, żeby rozszczepić dobę na rzeczywistości równoległe i pomieścić w niej całą moją zachłanność na życie.

Dwa, a może trzy ostatnie lata, są odkrywaniem, że nie da się na serio pisać powieści, siedząc jednocześnie w pracy 8 godzin, nawet jeśli ta praca jest też związana z kreatywnością i przynosi satysfakcję, dobro i pieniądze. A jak się da, to kosztem, którego nie chcę ponosić (rodzina, nieprzespane noce, itp.). Zapala mi przed oczami czasem myśl, że trzeba byłoby rzucić wszystko w cholerę, problem w tym, że ja na razie rzucić tego, co mam, nie chcę…

Stoję więc w rozkroku między wieloma możliwościami i nóg mi już brakuje, żeby na każdym ekscytującym lądzie się utrzymać.

Każdy zobaczył w tym coś dla siebie.
Ania napisała mail: Widziałam dziś na FB Twoje myśli na marginesie Drogi Artysty i chyba napiszę Ci osobnego maila w tej sprawie – tak mnie poruszyły. Na fali moich aktualnych zmagań twórczych oczywiście.

Sylwia: Hej! Kobieto w rozkroku, jest nas tysiące, ja bardzo serio potraktowałam tę książkę, ale siebie i swojej twórczości niekoniecznie.

Natasza napisała, że „Najgorsze jest to, że w takim rozkroku trudno utrzymać równowagę”

A Agnieszka dostrzegła we mnie chyba jakąś sierotowatość, bo zapragnęła mnie przytulić 🙂

W każdym razie zrobiło się… poważnie i lekko wzniośle. Więc dla odmiany dziś będzie KONKRET.

Nie czyń z życia dramatu

Nie ja wymyśliłam to cudne zdanie, a Dagmara Skalska parę lat temu (i z pisania też nie czyń dramatu, dodam, ale o tym za chwilę), a z wywiadu jaki przeprowadziłam z nią do mojej tworzącej się właśnie książki „Mocne rozmowy”, wynika, że skutecznie hołduje tej zasadzie cały czas. Nie wierzycie to przeczytajcie fragment tej rozmowy, która ukazała się w Mieście Kobiet: „Drugie rozdanie. Jak wybaczyć zdradę”.

Jasne, mamy ten milion blokad i przekonań z dzieciństwa, ktoś nam coś powiedział, skrytykował, nie przytulił, nie zauważył i nie wsparł naszego talentu, nie był dość empatyczny, i jak tu teraz żyć (a co dopiero tworzyć!)? W dodatku siedem pokoleń wstecz i siedem do przodu czeka aż przepracujemy rodowe traumy, rozpracujemy kody i zniszczymy struktury, więc tym bardziej jak żyć (i tworzyć, wiadomo)?

I ja to wszystko wiem, mam, przyjmuję, daję temu uwagę, nurkuję raz po raz w te traumy, i własne, i rodowe, a jednocześnie uważam, że za bardzo się ze sobą certolimy i jesteśmy mistrzami tworzenia dramatów tam, gdzie ich nie ma. Robimy to, zamiast żyć i zamiast tworzyć.

Pamiętam ze studiów koleżankę, która była przekonana, że ma niekorzystny jeden profil i zawsze, ale to zawsze szukała pozycji, żeby się pokazać z tego lepszego. Ja nie widziałam żadnej różnicy, nie mam pojęcia na czym miałaby wyższość jednego profilu nad drugim polegać, za to widziałam, ile ją kosztowało stresu, nerwów, dramatów, rezygnowania z fajnych znajomości i rozmów, np. z super facetami, bo akurat nie takim profilem do nich stała i oni przecież mogli zobaczyć coś, co nie istniało, co było tylko w jej głowie, co było totalną iluzją, ale ta iluzja zajmowała je spore moce przerobowe umysłu i materializowała się w konkretnych zachowaniach i wydarzeniach.

Ja też mam milion mniejszych i większych obsesji na swoim punkcie (i swojego pisania), które widzę tylko ja, i one są tak naprawdę śmiechu warte, ale mam je, wiem o nich, przeszkadzają mi, ale jednocześnie coraz mniej się do nich przywiązuję. Nie czyńmy z życia dramatu, a jak chcemy napisać książkę, to po prostu usiądźmy na tyłku i ją napiszmy

Dwie genialne metody na napisanie książki

I tu dochodzimy do sedna. te wie metody, które ekspresowo zmienią Was w twórców (nie wiem, co na to Julia Cameron i jej dwunastotygodniowa Droga Artysty) zostały przeczytane i zasłyszane od dwóch Małgorzat.

1) Pierwsza metoda to zaczerpnięte z artykułu Gosi Majewskiej DUPOGODIZNY.

Gosia zaczęła od Mrożka:

Sławomir Mrożek zapytany, co ma zrobić ktoś, kto chce zostać pisarzem, ponoć najpierw zareagował zdziwieniem, po czym odpowiedział: „no, usiąść przy stole i pisać”.

No i wszystko jasne. Inny cytowany w tekście artysta, utalentowany muzyk, też nie ma wątpliwości: „nie ma się co czarować, granie czy pisanie to kwestia odrobionych dupogodzin”.
I ja też potwierdzam, do napisania książki niezbędne są DUPOGODIZNY. Koniec kropka.
Jasne, możesz czekać na natchnienie, doczekasz się lub nie (raczej to drugie), ale nawet jak ono przyjdzie, bez dupogodzin się nie obejdzie. Chyba że masz pióro samopiszące jak dziennikarka z Harrego Pottera (część czwarta: Harry Potter i Czara ognia)
2) Druga metoda jest od innej Małgosi, i jest to po prostu wersja dupogodzin rozwinięta o czynnik hm.. intelektualny. Małgosia Abassy powiedziała mi:

żeby napisać książkę trzeba mieć dwa o, czyli trzeba mieć olej w głowie i ołów dupie.

Czego i Wam i sobie życzę.

Ciągle Ci mało?

A gdyby te dwie metody wciąż Was nie satysfakcjonowały, to pamiętajcie o metodzie NADRZĘDNEJ, a brzmi ona DEADLINE.
No chyba, że akurat na Was deadline nie działa. Na mnie działa zabójczo, to znaczy potrafi mnie wykończyć, o czym innym razem.

Tekst ten napisałam w przerwie w redagowaniu wywiadu z Michałem Godlewskim. Można więc uznać, że napisanie go jest elementem prokrastynacji. Czyli… klasyk. Chcecie kiedyś o prokrastynacji? Uprzedzam, że mogę długo.

Książka ze wspomnianymi w tekście Mocnymi rozmowami będzie, nieskromnie mówiąc, świetna, dlatego zachęcam Was do pozostawienia maila, wyślę Wam informację o premierze książki i o spotkaniu autorskim z jej 5 bohaterami.

Follow me!

'Jedna odpowiedź to “Dwie najskuteczniejsze metody na napisanie książki”'
  1. Nie mam do dodania nic mądrego – bo tak, to jest kwestia dupogodzin i jakiegoś zawzięcia. Może też umiejętności życia ze strachem i działania POMIMO. Więc nie dodając zanadto, chciałam potwierdzić, że przeczytałam 🙂 Bo wiem, że ta świadomość jest dla nas piszących ważna 🙂

Napisz komentarz