Aneta Pondo » Blog Archive » Bali – podróż do raju część 2 Bali – podróż do raju część 2 – Aneta Pondo
23 listopada 2016BaliAneta Pondo 0 Komentarzy

Bali jest jedyną hinduistyczną wyspą w Indonezji. Pobyt na niej przywodzi na myśl wspomnienie raju. Zachwyca bujną roślinnością, kolorowymi ptakami i motylami, śmigającymi pod nogami jaszczurkami, wodospadami, zielonymi tarasami ryżowymi.

Zobacz skąd się tam wzięłam [Bali – podróż do Raju część 1]
Zobacz NOWE TERMINY (październik 2017)

Lekcja nr 2: Keep smiling

Balijczycy są radośni i uśmiechnięci. I nie jest to uśmiech wymuszony, wyuczony na potrzeby turystów, ale płynący z serca. Kierowca taksówki śmieje się radośnie i mówi „ohoho”, gdy stoimy w gigantycznym korku. Masażystki dostają ataku śmiechu, gdy w salonie pojawia się mucha, której nie mogą się pozbyć. Kucharz nie może się powstrzymać od śmiechu i radosnego zdumienia: Why?, gdy jedna z nas opowiada, że źle sypia. Nie może tego zrozumieć. Śmieje się jak z najlepszego dowcipu. Jak to źle sypia? Bezsenność? Na Bali?
– Słowo Bali pochodzi od słowa Balian, czyli uzdrowiciel – wyjaśnia Issa. – Można więc powiedzieć, że Bali to wyspa uzdrowicieli. I tak jest w istocie. Ludzie są życzliwi i serdeczni, prawdziwie obdarzają uśmiechem i mają w sobie coś duchowo bardzo ujmującego. Nie wyczuwa się w nich pośpiechu, mają w sobie dużo akceptacji i dziękują za wszystkie wydarzenia, nawet te, zdawać by się mogło, niepomyślne. Jednocześnie są oswojeni z istnieniem sił zła. Często podkreślają, że dobro i zło istnieją równocześnie, więc kiedy zdarza się, że jakiś niecierpliwy człowiek Zachodu na coś naciska, nie mają problemu z tym, by stać się lustrem dla takiej siły.

Balijczycy są radośni i uśmiechnięci, a jednocześnie oswojeni z istnieniem sił dobra i zła. Fot. Madzia Lubowiecka

Balijczycy są radośni i uśmiechnięci, a jednocześnie oswojeni z istnieniem sił dobra i zła (fot. Madzia Lubowiecka)

– Keep smiling – powtarzał na każdych zajęciach Purnama, mój balijski nauczyciel jogi. Podkreślał, że na Bali pierwszą myślą po przebudzeniu jest wdzięczność za nowy dzień, za życie. Końcówkę swoich zajęć przeznaczał na jogę śmiechu.

Joga na Bali

Keep smiling – powtarzał na każdych zajęciach Purnama, mój balijski nauczyciel jogi. na zdjęciu od lewej:  Madzia, Purnama, Aneta w Intuitive Flow, Ubud, Bali (fot. Madzia Lubowiecka)

Śmiejemy się i my. Na wyprawie „Bali Transcendental Art” jest nas sześć kobiet (Ewa, Kaja, Danusia, Madzia, Ania i ja), cieszymy się jak małolaty, że jesteśmy na najlepszej w życiu kolonii dla dużych dziewczynek. Od świtu do nocy chłoniemy artystyczno-kulturalny klimat Ubud. Otaczają nas zapachy, kolory i muzyka. Intensywność doznań podsycają masaże, tańce ekstatyczne, koncerty gongów i mis tybetańskich, występy w świątyniach, najlepsze rawfoodowe jedzenie i owocowe koktajle. Chcemy doświadczyć wszystkiego, a zarazem nie planujemy więcej niż jeden krok do przodu. Działamy w przepływie i własnym rytmie. Lubimy spędzać czas razem, ale z równą przyjemnością samotnie wydeptujemy własne balijskie ścieżki. Keep smiling to nasze motto, to nasze bycie tu i teraz.

Keep smiling to nasze motto, to nasze bycie tu i teraz (fot. Madzia Lubowiecka)

Keep smiling to nasze motto, to nasze bycie tu i teraz (fot. Madzia Lubowiecka)

 

Lekcja nr 3: Połączenie z naturą

Balijczycy są bardzo mocno związani z naturą. Wiara nie jest dla nich czymś abstrakcyjnym, jak dla większości Polaków chodzących do kościoła. Dla nich cuda i bóg (w postaci rozlicznych bóstw oraz duchów) są codziennością, są w każdym przejawie życia, w każdej istocie, drzewie, zjawisku. Trzy razy dziennie przygotowują im ofiarę. W pierwszym dniu razem z Balijkami robimy małe koszyczki z liści bambusa i zapełniamy je kolorowymi, pachnącymi płatkami kwiatów. Wkładamy do nich odrobinę jedzenia (ciastko, ryż) oraz kadzidełko i składamy duchom, zarówno tym niższym, aby nam nie szkodziły, jak i tym wyższym, dobrym, aby nas wspierały. Podobne koszyczki widzimy w całym mieście, na chodnikach, na murkach, na posążkach.

Balijczycy trzy razy dziennie przygotowują ofiarę swoim bóstwom. Dołączyłyśmy do tego rytuału. Na zdjęciu u góry Ania. Fot. Madzia Lubowiecka

Balijczycy trzy razy dziennie przygotowują ofiarę swoim bóstwom. Dołączyłyśmy do tego rytuału. Na zdjęciu u góry Ania. Fot. Madzia Lubowiecka

Wszędzie są posążki, kapliczki, kadzidełka. Fot. Madzia Luboiwecka

Wszędzie są posążki, kapliczki, kadzidełka. Fot. Madzia Lubowiecka

Każdy skrawek Bali jest uświęcony przez codzienne ofiary i modlitwy. Nie odróżnisz tu wejścia do świątyni od wejścia do domu. Wszędzie posążki, kapliczki, kadzidełka. Domy, restauracje, hotele wyglądają jak świątynie. Codziennie odbywają się jakieś ceremonie. Ze świątyń co wieczór dobiega muzyka i śpiew. Każda pełnia Księżyca to święto, do którego przygotowania zaczynają się tydzień wcześniej. Na mnie największe wrażenie robi Kecak – rytualna męska ceremonia prezentująca fragmenty z hinduskiego eposu Ramajana, kończąca się transowym chodzeniem po ogniu.
Na Bali popularne są rytualne kąpiele w rzekach, pod wodospadami, w świątyniach. Wodnego oczyszczenia doświadczamy najpierw pod wodospadem Tegenungan, kąpiąc się dosłownie w tęczy, a potem w świątyni Tampaksiring. Z tutejszych źródeł wypływa woda uznawana za świętą, więc obmywamy się w niej, oddając jej swoje intencje. Moja jest równie klarowna jak źródlana woda – przyjechać tu ponownie.

Tampaksiring

Świątynia Tampaksiring. Z tutejszych źródeł wypływa woda uznawana za świętą (fot. Madzia Lubowiecka)

Moja jest równie klarowna jak źródlana woda – przyjechać tu ponownie.

Tampaksiring – świątynia wody. Fot. Madzia Lubowiecka.

Wodospad Tegenungan. Kąpiel w tęczy. Fot. Madzia Lubowiecka

Wodospad Tegenungan. Kąpiel w tęczy. Fot. Madzia Lubowiecka

Ubud, gdzie mieszkamy, jest miasteczkiem wtopionym w dżunglę. Oszałamiająca zieleń palm, bananowców, papai i pól ryżowych, umykające spod nóg jaszczurki, gekony przyczepione do ścian, ogromne motyle i kwiaty sypiące się pod nogi to nasza codzienność. Czuję się jak w raju.

Lekcja nr 4: Raw food

Nasi goreng!, zapaliła się na myśl o jedzeniu Madzia, która jako jedyna z naszej piątki była wcześniej na Bali i pamiętała smaki tutejszej kuchni, szczególnie smażonego ryżu z dodatkami. Byłam przekonana, że także dla mnie od strony kulinarnej pobyt na Bali upłynie mi na smakowaniu lokalnych potraw. Tak było do pierwszej kolacji. Ewa Issa, która je bardzo mało lub nie je w ogóle (przez sześć miesięcy była bretarianką), pokazała nam Ubud od strony kuchni raw food. Pierwszy mój posiłek na Bali to rawfoodowe ravioli – miłość od pierwszego kęsa. Wcześniej do surowej kuchni odnosiłam się sceptycznie. Jestem fanką jedzenia ciepłych potraw, szczególnie jesienią i zimą. Na szczęście Bali leży prawie na równiku, więc łatwo przełamałam swoje przyzwyczajenia. Raw food to kuchnia bazująca na nieprzetworzonym roślinnym jedzeniu. Maksymalna temperatura, w której jest przygotowywane, to 48 °C. Nie traci wtedy witamin i enzymów, jest najbardziej odżywcze i najlepiej przyswajane przez organizm. Wbrew pozorom raw food nie sprowadza się do miski sałaty. Potrawy są wyszukane, zarówno smakowo, jak i wizualnie. I bardzo odżywcze, podobnie jak świeżo wyciskane soki owocowe, które były obowiązkowym punktem każdego menu. Mango, papaja, ananas, dragon fruit, passion fruit, juck fruit – wszystkie smaki i kolory w dowolnych kombinacjach. Nie pamiętam, abym po jakimkolwiek jedzeniu czuła się tak dobrze i tak lekko, jak po dwóch tygodniach z raw food. Wyjechałam z Bali mądrzejsza o naukę, że jem o wiele za dużo, niż potrzebuję, i za rzadko pytam własny organizm, czego naprawdę chce.

Kuchnia „raw” i wysokoenergetyczne soki – nie pamiętam, bym kiedykolwiek czuła się tak dobrze po jedzeniu, jak na Bali (fot. Madzia Lubowiecka)

Kuchnia „raw” i wysokoenergetyczne soki – nie pamiętam, bym kiedykolwiek czuła się tak dobrze po jedzeniu, jak na Bali (fot. Madzia Lubowiecka)

Zobacz, jak poznawałam sztukę tworzenia i kim jest Issa: Bali – podróż do Raju, część 3

Masz ochotę jechać na Bali? Zobacz NOWE TERMINY (października 2017)

Follow me!

Napisz komentarz